poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 1


Wspomnienia będą pisane tak, a czas teraźniejszy tak.

P
atrzę przed siebie i czuję jakby życie wyprało mnie ze wszystkich pozytywnych uczuć, jakby wypchnęło mnie poza swoją przestrzeń. Dryfuję między wspomnieniami, a teraźniejszością zastanawiając się dlaczego świat tak bardzo mnie nienawidzi. Podnoszę zmęczone spojrzenie na ludzi wokoło mnie, nauczyciel zawzięcie prowadzi konwersacje z uczniami na temat właściwości sorpcyjnych gleby, a ja siedząc na końcu klasy i obserwuje wszystko czując się jak w bańce mydlanej. Nie słyszę. Nie czuję. Patrzę, ale nie widzę.
Ściskam mocno rękawy szarej bluzy i czekam aż ta farsa się zakończy, czekam aż będę mogła ponownie zaszyć się w moim małym pokoju z moimi przyjaciółkami. Z transu w jakim ostatnimi czas przyszło mi się znajdować, wybudza mnie dzwonek oznaczający koniec lekcji. Wolno podnoszę się z miejsca i pakuję książkę, której nawet nie otworzyłam. Poprawiam szarą bluzę, zarzucam plecak na jedno ramię i kieruje się do wyjścia. Gdy moja dłoń znajduje się na zimnej klamce czuję uścisk na nadgarstku, bez żadnych emocji odwracam wzrok i widzę nauczyciela chemii, przygląda mi się zmartwionym wzrokiem kiedy wyrywam rękę i mocniej naciągam rękawy bluzy. Cofam się w głąb klasy chcąc wysłuchać tego co ma mi do powiedzenia i patrzę jak nerwowo obraca obrączkę widniejącą na jego palcu.
- Ivette.. - zaczął niepewnie. - Nie zrozum mnie źle, ale widzę, że coś złego dzieje się w twoim życiu.
- Nawet pan nie wie jak bardzo. - mruknęłam bardziej do siebie niż do niego. Pominął moją uwagę i ponownie podchwycił temat.
- Chciałbym ci pomóc. Opuściłaś się w nauce, wagarujesz, a jeśli już jesteś w szkole to na lekcjach zupełnie nieobecna. Jako, że jestem twoim wychowawcą moim obowiązkiem jest coś zrobić w tej sprawie tylko musisz mi najpierw powiedzieć co się dzieje. - z mojego gardła wydobyło się coś, co miało zabrzmieć jak szyderczy śmiech, pokręciłam lekko głową poprawiając plecak.
- Mnie już nie da się pomóc. Nie zostało nic, czemu ktokolwiek mógłby pomóc. Niech pan się nie martwi, niedługo to się skończy, obiecuje. - zdobyłam się na lekki uśmiech i zostawiłam oszołomionego nauczyciela wychodząc z sali. Założyłam kaptur na głowę mimo, iż na dworze było bardzo ciepło, w końcu nie mogłam się dziwić był środek maja. Wyszłam z budynku wprost na dziedziniec i ruszyłam tą samą drogą co zwykle chcąc znaleźć się już w domu. Mijałam ludzi, którzy wyśmiewali mnie, mijałam wszystkie szydzące spojrzenia, mijam życie lubianej i beztroskiej dziewczyny, które zgubiło się gdzieś w drodze po moje szczęście, które nigdy nie nadeszło. Dotarłam do parkingu na tyłach szkoły i widząc ten dobrze znany mi samochód, a o niego opartych kilku chłopców ścisnęłam mocniej moimi bladymi i zimnymi palcami rączkę plecaka. Czułam ich wzrok na sobie, czułam jego wzrok na sobie i to było gorsze niż jakiekolwiek tortury. Chciałam tam podbiec, rzucić się w jego ramiona i wybaczyć wszystko czym sprowadził mnie na samo dno. Potrzebowałam jego dłoni oplatających moją talię, jego pocałunków zdobiących moją szyję, słów tak pięknie składających się w te wszystkie obietnice, w które ślepo wierzyłam. Potrzebowałam zapewnienia, że wszystko będzie dobrze, że ponownie wyratuje mnie z objęć śmierci, które tym razem pochłaniają mnie szybciej, mocniej. Potrzebowałam mojego bohatera, którym on okazał się nie być.
Pokusa przezwyciężyła strach i zerknęłam w tamtą stronę, widziałam szyderczy wzrok Lucasa, słyszałam śmiech Eliota oraz Alexa i potem zobaczyłam to puste spojrzenie Justina, którym śledził każdy mój nowo postawiony krok, dopiero kiedy Alex szturchnął go posyłając jakąś złośliwą uwagę w moją stronę ten zaśmiał się odwracając wzrok. Czując łzy napływające do oczu naciągnęłam mocniej kaptur i spojrzałam przed siebie starając się o choćby jeden cenny oddech, który zabrałby ode mnie cierpienie.
Dotarłam do domu ściągając powoli znoszone buty, nawet nie zdziwiłam się zastając tylko ciszę, rodzice pracowali do późna, starsza o dwa lata siostra wyprowadziła się jakiś czas temu zostawiając wszystko za sobą, ale wtedy było inaczej, wtedy byłam szczęśliwa. Cichutko, niczym cień dostałam się do mojego pokoju i rzuciłam plecak w kąt, zdjęłam bluzę rzucając ją na krzesło, które zawalone było stertą brudnych ciuchów. Cały miętowy pokój, kiedyś wysprzątany, pachnący dziś przypominał śmietnik. Kartki papieru walały się na podłodze, ramka, którą roztrzaskałam o ścianę jakiś czas temu nadal leżała w kawałkach, drewniana podłoga pokryta kurzem, który co jakiś czas wycierałam skarpetami chodząc w tą i z powrotem. Mój niegdyś azyl, teraz stał się kryjówką przed światem.
Wyciągnęłam trzęsące się ręce przed siebie, rozpostarłam chude palce i myśląc o tym jak szczęśliwe życie po prostu mnie omija upadłam na kolana, nadal patrząc na swoje ręce. Nie poczułam bólu przy zderzeniu z podłogą, nie czułam też łez, które dziko spływały po mojej twarzy kapiąc na podłogę, nie wydałam z siebie nawet cichego dźwięku, po prostu patrzyłam na swoje sine ręce marząc tylko o jednym.
Nagle coś się stało, powoli położyłam się na drewnianych panelach, ręce ułożyłam wzdłuż ciała i zaczęłam się śmiać podczas gdy łzy nadal wypływały spod moich powiek. Nie wiem ile czasu tak spędziłam, ale śmiałam się na tyle głośno by po jakimś czasie rozbolał mnie brzuch i choć wydawałoby się, że jestem szczęśliwa, wewnątrz krzyczałam żałośnie błagając o pomoc, wiedząc, że ona już nie nadejdzie. Nagle drzwi pokoju otworzyły się i do pomieszczenia wbiegła przerażona matka rzucając się od razu w moją stronę, uklękła przede mną łapiąc za rękę, odwzajemniłam gest i ucichłam tępo patrząc w sufit.
- Kochanie.. - załkała. Chciała coś powiedzieć ale kiedy tylko otworzyła usta od razu je zamykała. Tak było od dawna, była przygnębiona moim zachowaniem, kiedyś przecież byłam wzorową uczennicą, wzorową córką, wzorowym obywatelem, miałam dostać się do najlepszej uczelni i studiować. Potem planowałam pracę w ośrodku pomocy, chciałam pomagać osobom uzależnionym, osobom, które chcą popełnić samobójstwo.. Oh cóż za ironia, teraz przecież nie różnie się niczym od nich.
Codziennie słyszę jak matka wypłakuje się w ramię ojca. Nie mogą pojąć skąd ta nagła zmiana, niejednokrotnie chodziłam do psychologa, nawet do psychiatry i wydawać by się mogło, że jest lepiej, odpowiadam na te wszystkie bezsensowne pytania, daje im nadzieje, a tak naprawdę z dnia na dzień jest jeszcze gorzej.
- Mamo. - powiedziałam zachrypniętym, słabym głosem. Powoli podniosłam się z podłogi siadając blisko niej, przyciągnęłam nogi do klatki piersiowej i objęłam je jedną ręką podczas gdy drugą ściskałam jej delikatną dłoń. - Mamo. - powtórzyłam patrząc w jej załzawione oczy. - Potrzebuje pomocy. - załkałam. - Proszę pomóż mi, boże proszę pomóż mi. - zaczęłam krzyczeć dusząc się łzami. Ona tylko rozpłakała się bardziej i przyciągnęła mnie do swojego drżącego ciała, głaskała moje suche i zniszczone włosy swoimi kruchymi  rękami, a ja płakałam nie mogąc przestać. - Pomóż mi proszę.. - zamknęłam oczy trzęsąc się. Czułam jej ciepło, czułam jej łzy i tak bardzo jak chciałam, żeby znowu była ze mnie dumna i żeby się uśmiechała wiedziałam, że jestem na straconej pozycji. Ja już przegrałam walkę o życie. Zachłannie szukałam pomocy wiedząc, że już nigdzie jej nie ma. Nic co oni by zrobili już mnie nie uratuje.
Dwie godziny później byłam sama w miętowym pokoju, siedziałam na łóżku z laptopem na kolanach i przeglądałam facebooka, na który nawet nie wchodziłam przez ostatni miesiąc. Nagle dostałam wiadomość, nie była ona od nikogo z moich znajomych co nawet nie było dla mnie zdziwieniem, nikt od dawna się mną nie przejmował. Westchnęłam zastanawiając się czy odpisać, dziwnym było dla mnie, że ktoś o nazwie "Chcę pomóc" piszę do mnie.

Od Chcę pomóc do Ivette Reed
Chcesz pogadać?

Przez chwilę trzymałam ręce nad klawiaturą zastanawiając się co odpisać, chciałam pogadać, potrzebowałam tego.

Od Ivette Reed do Chcę pomóc
Tak.

Od Chcę pomóc do Ivette Reed
Skype?

Przeczesałam ręką włosy i westchnęłam zagryzając dolną wargę.

Od Ivette Reed do Chcę pomóc
Jasne.

Kiedy anonimowa osoba podała mi swoją nazwę niepewnie kliknęłam przycisk "Zadzwoń" i czekałam, aż odbierze co stało się dość szybko bo już po chwili widziałam dziewczynę z ciemnymi, prostymi włosami. Była ładna, nawet bardzo. Pomieszczenie, w którym się znajdowała było dobrze oświetlone dzięki czemu mogłam zobaczyć piękne, świecące oczy i delikatne rysy twarzy.

- Witaj Ivette. - zaczęła. - Nazywam się Eva Walker, a ty pewnie zastanawiasz się dlaczego do ciebie napisałam. - zaśmiała się cichutko. - Już wyjaśniam. Wiem, że masz problem, a ja najzwyczajniej w świecie oferuje ci pomoc. Będziesz mogła opowiedzieć mi o wszystkim, zrzucić to z siebie, a ja obiecuje pozostawić naszą rozmowę kompletnie anonimową.
Zaniemówiłam, czy ta dziewczyna siebie słyszy? To co mówiła było absurdalne, skoro nawet jej nie znam, dlaczego miałabym żalić się jej o moim nędznym życiu? Nie wierzyłam w jej słowa, od jakiegoś czasu nie ufałam ludziom, byłam bardzo ostrożna.
- Jak mnie znalazłaś? - odezwałam się w końcu patrząc na nią wyczekująco.
- Cóż, mam taką stronę, na której codziennie dostaje wiadomości od anonimowych osób, które proszą bym komuś pomogła. Tak się składa, że ktoś, kto się o ciebie troszczy i napisał do mnie prosząc o pomoc.
Ktoś się o mnie troszczy? Dobre sobie. Gdyby ktokolwiek się troszczył nie byłabym teraz w takim stanie.
- Niby jak miałabyś mi pomóc? - prychnęłam przeczesując ręką włosy.
- Rozmową Ivette. - uśmiechnęła się delikatnie. - Podejrzewam, że nikt nie wie co tak właściwie dzieje się w twoim życiu, prawda? Nie masz się komu zwierzyć, jesteś samotna. - westchnęła i naprawdę wyglądała jakby się tym przejęła. - Słuchaj, wiem, że jest ciężko. Życie nie zawsze bywa sprawiedliwe, jeśli wiesz o co mi chodzi. Stworzyłam tą stronę dla ludzi takich jak ty, którzy nie radzą sobie z własnym życiem. Nie musisz się na to godzić, możesz się teraz rozłączyć i zapomnieć o mnie, prawdopodobnie ja też bym tak zrobiła gdyby jakaś obca osoba wyskoczyła do mnie z taką propozycją, ale pomyśl, co ci szkodzi? Nic nie stracisz opowiadając mi swoją historię, jedynie możesz zyskać. Przecież nikomu o niej nie opowiem, nie znamy się, nie mam po co komuś o tym opowiadać. Jestem szczera w tym co robię. Nie mam złych intencji. Pragnę jedynie zrobić ten pierwszy krok, starać się komuś pomóc, by później nie myśleć o tym co by było gdybym jednak napisała. Na świecie jest zbyt dużo problemów, nie chcę sprawiać kolejnego olewając osoby, które naprawdę potrzebują odrobiny ciepła. Chcę żebyś to wiedziała.
Nie wiem co to było, ale coś sprawiło, że uwierzyłam jej. Chciałam z nią porozmawiać, wyżalić się, czułam, że bardzo tego potrzebuję. Miała rację, nic nie stracę na rozmowie z nią.
- Czy ty wiesz kto do ciebie napisał? - wydusiłam starając się pozbierać myśli. - Ta osoba, która prosiła o pomoc dla mnie?
Brunetka westchnęła kręcąc głową.
- Mówiłam już Ivette, te osoby są anonimowe. Oni po prostu piszą do mnie, niektórzy z nich się podpisują inni już nie. Nie chcę nikogo zmuszać by ujawniał się jeśli ta osoba tego nie chce.
Zastanowiłam się nad tym chwilę, miała rację.
- Dobrze. - westchnęłam przeczesując ręką włosy. - Opowiem ci wszystko. Opowiem ci jak moje życie w zaledwie kilka miesięcy stało się najgorszym koszmarem. - powiedziałam jakby od niechcenia, podczas gdy wewnątrz mnie panował totalny chaos.

- To zaczęło się w zimę, dokładnie ostatni dzień ferii.. Oh, gdybym tylko wiedziała co zobaczę wychodząc od Pani Jackson, chyba nigdy bym się na to nie zdecydowała. To był ten dzień, w którym moje serce rozpadło się po raz pierwszy. To był naprawdę okropny dzień..


~*~

Nareszcie pierwszy rozdział, yeeey!
Wiem, że jeszcze nie jest zbyt ciekawie, ale hej to dopiero początek i szczerze mówiąc mam nadzieję, iż mimo tego nudnego rozdziału postanowicie to czytać.
Bardzo proszę o wasze opinie. :)

3 komentarze:

  1. Dobree : D .
    Dalej ♥ .

    OdpowiedzUsuń
  2. Dostałaś nominację do Liebster Award na moim blogu http://tattooed-heart.blogspot.com/ !
    Więcej informacji tutaj: http://tattooed-heart.blogspot.com/p/liebster-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział. Wpadajcie do mnie na http://ourlifeislottery.blogspot.com ♡
    P.S. na pewno bd czytać :* ↑

    OdpowiedzUsuń