niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 2

Było po dwudziestej, całe popołudnie spędziłam u Pani Jackson. Kochałam przesiadywać w jej domu, ponieważ czułam się tam bezpieczna i rozumiana.Uwielbiałam prowadzić z nią długie konwersacje, była taka mądra i rozumiała mnie jak nikt inny. Gdy do niej przychodziłam od samego progu dało się wyczuć tę rodzinną atmosferę, mimo iż mieszkała sama od kilku lat. To było coś czego brakowało w moim domu.
Tamtego dnia byłam u niej by pomóc w pieczeniu ciasteczek dla wnucząt, które miały przyjechać lada dzień. Świetnie się bawiłyśmy, rozmawiałyśmy dosłownie o wszystkim, było naprawdę cudownie i było to wspaniałe zakończenie ferii.. Cóż, przynajmniej wtedy tak myślałam. 

Otuliłam się cieplej szalikiem i uprzednio, żegnając Marię przyjaznym uściskiem opuściłam jej dom. Trzymając się poręczy powoli zeszłam po schodach i ruszyłam w drogę powrotną do domu. Nie chciałam dzwonić po tatę, miałam przed sobą tylko ponad dwadzieścia minut drogi i chciałam się nacieszyć śniegiem, który z nadejściem cieplejszych dni zaczął topnieć. Wsadziłam ręce do kieszeni kurtki i skręciłam w dobrze znaną mi ulicę, na której mieszkała moja najlepsza przyjaciółka Natasha. Przez chwilę myślałam by zajść do niej i odebrać książkę od biologii, którą pożyczyłam jej tydzień temu ale wtedy usłyszałam czyjeś śmiechy i nie mogłam odeprzeć wrażenia, że znam te głosy. Niepewnie i jednocześnie wolniej ruszyłam chodnikiem zbliżając się do postaci, po drugiej stronie ulicy. Wiem, że to nie ładnie z mojej strony ale widząc, że Blake stoi z moim chłopakiem, pod jej blokiem, postanowiłam podsłuchać o czym rozmawiają. Cholerna ciekawość,nie wińcie mnie.
Kiedy byłam wystarczająco blisko by ich słyszeć przykucnęłam za samochodem, nie widzieli mnie dzięki braku oświetlenia po tej stronie ulicy, podczas gdy ja widziałam wszystko doskonale.
"Dzięki za wieczór Nash." - Eliot uśmiechnął się w jej stronę, podczas gdy ja zmarszczyłam brwi skonsternowana. Dlaczego mieliby się spotkać? Eliot na pewno by mi powiedział jeśli miałby jakąś sprawę do niej, zważając na to, że widzieliśmy się rano.
"Nie ma sprawy, przystojniaku" - dziewczyna zachichotała odrzucając włosy do tyłu, a w mojej głowie pojawił się wielki znak zapytania. Co do cholery!? 
"Chciałbym przelecieć cię jeszcze raz." - brunet przyciągnął ją do siebie, a ja słysząc te słowa zachwiałam się, omal nie upadając. Moja szczeka praktycznie wylądowała na chodniku podczas gdy łzy gromadziły się w oczach, desperacko próbując znaleźć ujście. 
"Moi rodzice zaraz tu będą, więc niestety będziesz musiał poczekać do jutra."
Przełknęłam wielką gulę w gardle widząc jak zarzuca mu ręce na szyję i zbliża się, by po chwili wessać się w jego twarz jak jakaś pijawka. W tamtym momencie chciałam tam iść i złapać tą wywłokę za włosy krzycząc jak wielką dziwką jest, ale ostatkami sił powstrzymałam się opadając na śnieg. Fala łez spłynęła po moich policzkach i marzyłam tylko o tym by zapaść się pod ziemię. Oszukali mnie. Dwójka tak bliskich mi osób, które jeszcze dziesięć minut temu śmiało nazwałabym moimi przyjaciółmi, właśnie wbiło mi nóż w plecy.
Siedziałam za samochodem dość długo, na tyle by tył moich spodni był doszczętnie przemoczony. Dreszcze przebiegały przez moje zmarznięte ciało i dopiero kiedy usłyszałam pierwsze takty "Fix you" Coldplay zdołałam sięgnąć po komórkę, która znajdowała się w kieszeni kurtki. 

"Ivette!? Boże, dziecko gdzie ty jesteś!? Tak bardzo się z tatą martwiliśmy! Ivette? Ivy? Jesteś tam!? Boże, Roger ona nie odpowiada! Boże.."
"Mamo, umm.. przepraszam, zasiedziałam się u umm Natashy i właśnie od niej wychodzę. Będę niedługo, nie martwcie się."
Rozłączyłam się zanim mogłaby coś powiedzieć i schowałam komórkę. Powoli podniosłam się z chodnika i otrzepałam mokre spodnie, jeszcze tylko spojrzałam w miejsce gdzie wcześniej stali Blake i McVerty po czym ruszyłam w stronę domu. Jedyne czego teraz pragnęłam to ukryć się pod ciepłą kołdrą mojego łóżka i ryczeć przeklinając swoje życie. 

Nie rozumiałam jak mogli mi to zrobić. Nash znałam od pierwszej klasy i nigdy w życiu bym nie pomyślała, że może zrobić coś tak podłego, a Eliot, uh, byliśmy ze sobą od pierwszej klasy liceum, co daje nam niespełna trzy lata związku.. Jak popieprzone musiało być moje życie, by stało się coś tak nieprawdopodobnego? Co było nie tak ze mną? Czego mi brakowało? Zadręczałam się pytaniami, co dobiło mnie jeszcze bardziej i kiedy dotarłam wreszcie do domu byłam niczym wielka kupa nieszczęść.
Zdjęłam przemoczone obuwie, a następnie odwiesiłam kurtkę i kiedy chciałam niepostrzeżenie przemknąć do swojego pokoju z kuchni wybiegła zatroskana mama. 
"Ivette! Na miłość boską, dziecko, co się z tobą działo przez tyle czasu!?"
"Mówiłam już, że byłam u Natashy" - wymówiłam jej imię z niesmakiem.

"Płakałaś?" - nagle cala złość, którą widziałam na jej twarz zmieniła się na zatroskanie. 
"Nie" - wychrypiałam coś na kształt kiepskiej imitacji śmiechu. "To tylko przez to zimno na zewnątrz".
"Mogłaś zadzwonić, przecież przyjechałabym po ciebie".
"Nie chciałam zawracać ci głowy, nie martw się" - uśmiechnęłam się słabo i wyminęłam ją chcąc znaleźć się jak najszybciej sama. 

Eva pokiwała głową, miałam wrażenie, że analizuje wszystko co jej powiedziałam, niemal widziałam jak trybiki w jej głowie składają wszystko do kupy.
- To nie koniec twojej historii, prawda? - zapytała, choć miałam wrażenie, że i tak znała odpowiedź.
- Niestety, nie. - westchnęłam przecierając oczy rękawem, tak naprawdę dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że płaczę.

Zamierzałam płakać przez całą noc zaraz po umyciu się i schowaniu w łóżku, ale jednak nic takiego nie stało się. Kiedy tak leżałam pod kołdrą czułam, że to nie jest to co powinnam zrobić. Wiesz, zawsze dziewczyny wylewają potok łez w takich chwilach, ale ja nie mogłam. Fakt, byłam załamana i nie chciałam się z tym pogodzić, ale po głębszych przemyśleniach doszłam do wniosku, że nie powinnam płakać przez faceta, który zachował się jak dupek.To chyba był ten moment, w którym w mojej głowie narodził się pewien pomysł. Eliot był znany w szkole, sportowiec i te sprawy, można by powiedzieć, że był tym chłopakiem, z którym każda dziewczyna chciałaby być, uważany za ideał. Dzięki niemu i ja stałam się całkiem lubiana, potem również Natasha, która jako moja przyjaciółka spędzała ze mną dużo czasu. 

- Na pewno wiesz jak funkcjonują te wszystkie "elity", chyba nie muszę ci tego wyjaśniać.

Wracając do sedna, wymyśliłam coś co mogłoby ich upokorzyć tak bardzo jak oni upokorzyli mnie, sprawić by byli tak rozdarci jak ja wewnętrznie. Nie chciałam być tą słabą, która w ciszy pogodzi się z tym co ją spotkało. Byłam zraniona, tak, ale nie byłam słaba. Zamknęłam oczy i mentalnie szykowałam się na to co miałam zrobić następnego dnia.


~*~


Nie pytajcie, jestem rozczarowana tym, że tak długo nie dodałam rozdziału, ale miałam problemy z internetem i bardzo za to przepraszam. Mam nadzieję, że rozdział choć trochę się wam spodoba. :)